BYĆ DEPESZEM … WYSOKIM DEPESZEM !

Wiedziałam, że tak będzie ! …że nadejdzie ten dzień kiedy pracowe obowiązki nie pozwolą usiąść do Bloga …. że znów doba będzie za krótka. A chciałabym powiedzieć Wam, a raczej napisać moje wrażenia z koncertu Depeche Mode: Live in Berlin w Multikinie!

To był totalny spontan, moja wieloletnia przyjaciółka (z którą jeśli dobrze liczę, kontakt udało się odnowić po 15 latach – tę historię przytoczę zapewne kiedyś tutaj) napisała pewnego dnia: “Basia idziemy na D&M do Multikina poszaleć ?” W pierwszej chwili nie wiedziałam o co chodzi, bo pochłonięta byłam pracą i jakże “znielubionymi” przez mnie fakturami. Kodując tylko skrót D&M, odpisałam: “no jasne!”.
Wieczorem dopiero doczytałam o co właściwie chodzi i uświadomiłam sobie, że czeka nas zacny wieczór. … i już znaczenia nie miało, że to wtorek (wtorek, a za nim środa i kolejny ciężki dzień w pracy, ale co tam!). IDZIEMY!

Nastał 4 listopada, szybka ewakuacja z pracy, kierunek dom, szybki żurek – bo lepiej mieć podkład i sruuu do Gdyni na before meeting. Spotkałyśmy się w już nie nowej, ale bardzo fajnej knajpie BLIŻEJ. Ku mojemu zaskoczeniu było nas tam nie 4 (jak to się wstępnie umawiałyśmy)nawiedzone depeszówy, ale cała szalona czarna ekipa. “Poproszę drinka! tego co piłam w ostatnią sobotę” wykrzyczałam, a pani o dziwo zapamiętała mnie i ów drinka i za chwilę sączyłam pyszną gruszkówkę ze spritem …yhm, czyżby zapamiętała mnie przez wzrost?  Zaczęłam grzecznie od drinka, a skończyłam na kilku szotach! I opuszczając BLIŻEJ pomyślałam jedynie o porannych skutkach i o tym, że zawsze jest urlop na żądanie.
Kierunek Multikino, wybiła 20:00 i wpadłyśmy do sali z trudem odnajdując w ciemnościach nasze miejsca. I gdy już zasiadłam pomyślałam sobie, jak to dobrze, że to przedostatni rząd. Bo gdy wstanę aby  potańczyć to tylko jeden rząd będzie krzyczał “nie zasłaniaj” itp.
20141104_201349
Koncert trwał w najlepsze, publika totalne drewno, a rząd J tańczący i piszczący, wręcz z piekła rodem. Słychać było tylko otwierające się kolejne Breezerki, ochy i achy kierowane w stronę ekranu 🙂 Ktoś odważny po naszej prawej wstał i zaczął tańczyć, część publiki zaczęła klaskać, wtem na dole zrobił się parkiet. Sala może nie szalała, ale było zacnie, a rząd J dalej górował nad wszystkimi i zdecydowanie bawił się na najwyższym poziomie (tak, że ochrona przyszła nas popilnować). Dobry koncert – zmęczyłam się 🙂
A potem szybki afterek i do domu. A rano ….. pełen wigor, zero skutków ubocznych, świat pomimo szarugi za oknem piękny i pozytywny, a w pracy pyszna kawa #cafepanamera i D&M w tle.

Było naprawdę PONADWYMIAR`owo ! dzięki czarne siostry 😉

Leave a comment