FuckUpNights Trójmiasto 15.04.2015
Dopisali ludzie, nastroje, napoje i nawet pogoda zmieniła swe oblicze, na łaskawsze. Klub Atelier po raz kolejny ugościł nas w swoich progach, za co, po raz kolejny my bardzo dziękujemy, choć miejsca starczyło na dosłowny styk! I zastanawiając się, co to będzie za miesiąc, cieszymy się, że grono FuckUp`erów się powiększa.

Za nami drugie spotkanie w Trójmieście. Błędy i porażki zwane FuckUp`ami przedstawiły nam 4 jakże barwne osoby. Pierwszą z prelegentów była Agnieszka Rećko. Pozornie niepozorna, a tak naprawdę kobieta wulkan. Aga opowiadała o tym jak będąc związaną z organizacją pozarządową założyła stowarzyszenie sportowe, a w nim osadę juniorów smoczych łodzi i szukała dla niej trenera. Oczywiście znalazła go i wydawało się, że wszystko jest w należytym porządku, jednakże do czasu! Z owym czasem bowiem okazało się, że trenowanie to nie tylko dobre referencje i dobry plan treningowy, ale przede wszystkim zaangażowanie, praca, zgranie z drużyną, szczerość i zaufanie. W którymś momencie tych dwóch ostatnich zabrakło. I choć kobieca intuicja będąca podobno tak niezawodną, wodziła ją między być a mieć, to nie pomogła jej na tyle, aby podjąć decyzję dość szybko. Stan ten trwał aż 1,5 roku. W końcu jednak nadszedł dzień gdy, trenera pożegnano, a z nim, chociaż tego nie planowano, część zawodników. Lekkie niedowierzanie, ale i doświadczenie. Doświadczenie, które pozwoliło uwierzyć w swe siły, wzmocnić zespół, ale głównie zmienić tok myślenia. I moim błędem – drodzy czytelnicy – byłoby gdybym teraz nie przytoczyła frazy, którą Aga zaserwowała nam na koniec prezentacji: „ZATRUDNIAJ POWOLI, ZWALNIAJ SZYBKO” i która powinna być złotą zasadą dla każdego pracodawcy.
Kolejnym prelegentem był Piotr Król – przedstawiciel branży informatycznej. Piotr, jak to określił, jest specjalistą od rozwiązywania problemów nierozwiązywalnych, które sam stwarza. Jego miłość do informatyki zaczęła się od pierwszego kliknięcia w klawiaturę w 1994 roku. Opowiadał o tym jak kocha wszystkich ludzi i kocha pomaganie im, zawsze i wszędzie. Tyle, że z tego pomagania wyszedł mu nie biznes, a autentyczny FuckUp. Mając lat 22 postanowił założyć firmę. Miało być różowo, bo model biznesowy był jego zdaniem bardzo przemyślany, a brzmiał „będziemy pomagać rozwiązywać problemy innym”. I faktycznie problemy te rozwiązywał. Doszło nawet do tego, że powstał plan stworzenia Pogotowia Komputerowego. Pogotowie powstało. Założenia jednak odbiegały znacznie od realiów. Okazało się bowiem, że w tym całym biznesie i pomaganiu, zapomniał o jednej istotnej rzeczy: rozliczaniu się. A do tego wciąż wierzył, że dobro powraca i inwestował w pracownika, który jak się później okazało, nie miał w zamiarze zrewanżować się w jakikolwiek sposób. Aspołeczny, chyba tak należy to nazwać. A morał? Morał jest jeden: każda porażka może być sukcesem, chociaż jak to Piotr, uśmiechając się rzekł „tylko uważajcie współpracując z programistami i informatykami, bo tu nigdy nie wiesz – oni mają swój język i swój świat”.
Po opowieściach Agi i Piotra musieliśmy chwilę odetchnąć, aby po krótkiej przerwie w skupieniu wysłuchać wystąpienia Hanny Wesołowskiej. Analityka biznesowego, korpo zjadacza i byłej miss Politechniki, o czym nie omieszkał wspomnieć organizator spotkania, a co spotkało się z burzą oklasków. Hania rozpoczęła swą prezentację mówiąc „od 8 lat wożę słoiki do 3city, ale nie o żywność tu chodzi”. Chodzi bowiem o FuckUpy w świecie analizy IT. Przygotowanie projektu, pierwsze spotkanie z klientem i brak zdefiniowania podstawowych pojęć, tak to było. To znaczy, ona je zdefiniowała, bo długo i sumiennie się przygotowywała, a klient podczas planowania projektu, przytakiwał i wyrażał zainteresowanie nad propozycjami. Lecz gdy przyszło do wdrożenia i podsumowania projektu, okazało się, że oczekiwania klienta znacznie różniły się od tego co wcześniej ustalano. Projekt stał się porażką, gdzie błędy analityka mogą kosztować coś więcej niż 2, 3 czy 4 tygodnie pracy. A jeszcze koło biurka stanąć może karny Justin Bieber! Ałć! Taki też pojawił się koło biurka Hani, na całe szczęście na krótko. Zasada jest jedna, czy to w pierwszych czy kolejnych projektach zawsze łatwo popełnić błąd i warto czerpać z dawanych zewsząd rad, rad osób, które już przeszły pewną korpo-projektową drogę. Warto cały czas uczyć się i stosować dobre rady, by w ten sposób oszczędzić wstydu sobie jak i klientowi.
Ostatnim z prelegentów był Mick Griffin – człowiek zza wody, z Wielkiej Brytanii, z Manchesteru. Mick mieszka i pracuje w Polsce od 8 lat. Czas ten jednak nie był dla niego wystarczającym na tyle, aby swą opowieść przedstawić po polsku. Musiało nam wystarczyć „dobry wieczór, mało mówię po polsku”, gdzie sala ponownie wypełniła się gromkimi oklaskami. Kolejna historia, tym razem in english. Mick opowiedział nam o tym jak zaczynał swoją karierę w Polsce jako Native Speaker i jak jego ścieżka zawodowa na początku wydawała się być tą idealną. Zaczęło się od artykułu, który miał napisać. Myślał, że jak napisze jeden to pójdzie jak z płatka i że od razu pozwolą zatrudnić mu zespół. Owszem, napisał, ale poza nim, musiał napisać jeszcze kilka innych. Dopiero wówczas otrzymał propozycję, zespół ludzi i awans. Pomyślał wówczas „mam władzę i jestem super gościu”. A gdy miał już team, to wiadome było, że nadejdzie czas rozliczeń. I tak oto po pewnym czasie szef zapytał o wyniki sprzedażowe, a on pomyślał jedynie „ohhh shit”. Wszystko sprowadziło się do tego, że każdego zdobytego klienta czy zrealizowane zadanie, konkrety członek zespołu przypisywał sobie, zamiast na poczet zespołu. Był też ktoś wyróżniający się, ktoś kto pozwolił Mickowi otworzyć szerzej oczy na całą sytuację. Zrozumiał, że będąc zbyt skupionym na sobie, nie zbuduje spójnego systemu i że może pojawić się inny lider. Jeśli więc chce osiągnąć sukces, musi wszystko radykalnie zmienić! Obecnie Mick jest dyrektorem, kieruje dużym zespołem ludzi i wyznaje zasadę, że ludzi trzeba dusić jak cytryny, ale przy tym umieć z nimi rozmawiać i traktować fair, bo przecież wszyscy kopiemy piłkę do jednej bramki.
Kolejne spotkanie już w Maju! Kto wystąpi tym razem? Jakie czekają nas historie? A może Ty masz coś do przekazania innym ?
Do zobaczenia na FuckUp Nights Trójmiasto.
B. Zajączkiewicz
fot. Sławomir Kiszkiel-Makiewicz, Ara-Studio.pl
Leave a comment