PAWEŁ BUCZYŃSKI
Wydawać by się mogło, że prowadzenie pubu to coś prze`epickiego!!! No tak, „wydawać by się mogło” i załóżmy, że na tym stwierdzeniu się kończy. Nasz pierwszy prelegent PAWEŁ BUCZYŃSKI, przedstawił nam kulisy pub`owego świata! Były mega marzyciel i jak się okazało w trakcie prezentacji i imprezowicz. A obecnie ? -> odpowiedzialny Tata, biznesmen, mąż i prezes! Yhm… idzie się zastanowić, mąż, ojciec i prezes, to gdzie ten FuckUp? A jednak! 
Paweł wyszedł i kiedy tylko zaczął do nas mówić to twarz się sama uśmiechała. Otworzył wraz ze znajomymi pub na gdańskiej starówce, taki wiecie, z klasą. Wszystkie oszczędności poszły na wystrój i zakup alkoholu, gdzie oczywiście niebieski Jasiu był na pierwszym miejscu, a którego po zamknięciu biznesu wypił sam. Byli kumple, była energia, był pomysł, były chęci, słowem nie może się nie udać. Otwarcie zaplanowane, przygotowania szły pełną parą i gdy wreszcie nadszedł TEN dzień, to spadł samolot w Smoleńsku. I nie zabrzmi to może zbyt fortunnie, ale to był pierwszy mini FuckUp w tym całym dużym FuckUpie.
Po otwarciu jakoś szło, każdy miał być za coś odpowiedzialny, lecz realia wyznaczały inne cele, a praca okazywała się być jedną dużą imprezą. Do tego klub nie przynosił zysków, bo okazał się za mały i brakowało gastronomii. No i wpadli w spiralę zadłużenia. A dopełnieniem niepowodzeń stał się bałagan na tyłach klubu, który doprowadził właściciela lokalu do takiego stanu, że podziękował im za wynajem, w trybie przyspieszonym. I tak oto marzenia o super pubie zakończyły się. Wniosek wg Pawła? „wszystko co mi w życiu nie wyszło traktuję jako sukces, a jeśli jeszcze kiedyś pomyślę o własnym gastronomicznym biznesie, to będzie to mała, rodzinna restauracja”.
KATARZYNA CIEŚLAK
Kasia przywitała się z nami mówiąc, że miała wystąpić na naszym pierwszym marcowym spotkaniu, ale wtedy jeszcze FuckUpa nie miała. Jej historia owiana była nutką tajemnicy, gdyż inwestor, który ją wspomagał przy biznesie jest osobą publiczną. A i onanie wyklucza, że może kiedyś jeszcze podejmą wspólnie próby reaktywowania tematu. A zatem, wysłuchaliśmy historii o tym jak to skrzyknęło się 5 osób, był inwestor i dobre założenia na start.
Kasia miała odpowiadać za koordynację, pomyślała, że projekt jest godny uwagi, i że oto nadchodzi jej chwila chwały. Koncepcja całości wydawała się unikalna. Marka miała opierać się na 5 maksymalnie 6 produktach. Mieli plan A, produkcja ruszyła i to w Chinach. Jeździli tam 2 razy do roku, aby przypilnować tematu, jednak po czasie okazało się, że to stanowczo za rzadko. Było wiele czynników, które mieli dogadane, ale tu również po czasie okazało się, że coś nie zagrało i jednak się nie dogadali. W rezultacie produkt nie spełniał oczekiwań członków zespołu, a przede wszystkim inwestora. Zmienili strategię, wprowadzając szybko w życie plan B, a potem i C. I tu, gdy historia nabierała rozpędu i mowa była o kolejnych fazach produktu pojawił się slajd „A może rzucić to wszystko i wyjechać do Radomia?”, który na sali wywołał salwę śmiechu. To taka historia bez większych detali, jednakże ukazująca, że warto stoczyć walkę z marzeniami, nie zapominając przy tym o realiach. Kasia udowodniła, że nie warto jest bezgraniczne ufać w zaangażowanie ludzi, choć bez zgranego zespołu nie wyobraża sobie pracy przy jakichkolwiek projektach. Ten FuckUp był przełomowym momentem w jej życiu. Utwierdziła się w przekonaniu, że ludzie i szczere relacje to podwaliny udanego biznesu, ale wie też, że nie można ufać bezgranicznie i ciężko jest wspólnie podejmować wyzwania.
A tym mottem zakończyła swą prezentację: WORK HARD, HAVE FUN, NO DRAMA „Cheryl Richardson” i nie idzie się z tym nie zgodzić! tym bardziej, że publiczność nie dała Kasi zejść długo ze sceny, zasypując ją masą pytań.
KRZYSZTOF MOSZYK
To było wystąpienie KOSMOS! Dosłownie w przenośni! Krzysiek, przesympatyczny człowiek, z jeszcze bardziej przesympatycznym uśmiechem, na Dzień Dobry wzbudził sympatię całej sali. KOSMOS 1999 czyli jak być nowym menagerem w starej firmie.
Była sobie korporacja, która postanowiła wejść na rynek z produkcją multimediów. Połączyło się kilka firm, rozpoczęła się praca nad nowymi projektami, następowały zmiany kadrowe, żaden z projektów nie został zakończony, bo zarząd jakoś nie radził sobie z nowymi wyzwaniami – no istny Kosmos po prostu! Ale może na zmianach kadrowych skupię swą uwagę. Zachodziły zmiany, wpierw w Radzie Nadzorczej, no i Krzysztof chcąc nie chcąc został jej Przewodniczącym. Jakoś powolutku sprawy toczyły się własnym torem, aż nadszedł czas gdy to stary Zarząd ustąpił miejsca nowemu. I zgadnijcie któż został Prezesem? Naturalnie Krzysztof. Ale gdzie ten FuckUp zapytacie. Otóż pierwszy tydzień rządzenia nowego Prezesa był totalnym FuckUpem. Krzysiek chcąc być super ludzkim postanowił, że będzie szczery i otwarty, bo przecież szczerość się opłaca. Jakież było jego zdziwienie, gdy to na pierwszym zebraniu, po jego krótkim i szczerym wystąpieniu, w ludzi wstąpił strach, a u niektórych dało się także zauważyć lekki wytrzeszcz, jako reakcję uboczną niedowierzania. Nic dziwnego, że niektórzy doznali reakcji niepożądanych. No bo jak Wy zareagowalibyście gdybyście usłyszeli, że firma jest w fatalnej sytuacji, nie wykluczone są zmiany, a nawet zwolnienia, że będą cięcia, no po prostu kondycja firmy jest zła, ba! nawet tragiczna. A żeby było mało, to w firmie zaczęło brakować środków nawet na artykuły papiernicze, a czym dopiero było znalezienie kilku groszy na zorganizowanie integracji. Integracji, o której myślał i na myśleniu musiało się skończyć. Postanowił zatem, że może sytuacja poprawi się jak z każdym porozmawia indywidualnie, bo przecież jeśli każdemu poświęci czas to będzie miło. Był pewien, że to dobre posunięcie, że będzie to dobry krok. Niestety, wynikło z tego tylko jedno duże zamieszanie, plotki i teza, że wszyscy mają jednego wspólnego wroga – Krzysztofa. Nic się nie układało, a ten tydzień był najmroczniejszym tygodniem w historii. Pozwolił mu jednak otworzyć oczy i pozwolił wysnuć pewne kluczowe wnioski:
– daj sobie czas na wprowadzenie zmian,
– nie zapowiadaj rewolucji,
– obserwuj,
– pozytywnie motywuj,
– podejmuj działania integrujące zespół,
– każdy człowiek ma swoją historię, a strach przed nieznanym jest czymś naturalnym.
Obecnie Krzysztof jest przedsiębiorcą osiągającym znaczne sukcesy, a ja cieszę się, że miałam okazję go poznać i z pewnością uczestniczyć będę w organizowanych przez niego spotkaniach 3camp… niezależnie od tego czy będą kosmosem czy nie.
JAN WYRWIŃSKI
Jasiek był ostatnim prelegentem i choć jak nam zdradził przed prezentacją, zżerała go trema, to przyznam, że chyba to lekka ściema była. Swoją historię opowiedział nam w bardzo barwny sposób, z użyciem świeczek 🙂 Był rok 2005, prowadził StartUp, wokół niego świetna ekipa ludzi i życie na tzw. najwyższym haju. Wszystko się układało, StartUp rozwijał na tyle prężnie, że postanowili zatrudnić dyrektora. Znalazł się kandydat nad kandydatami! 15letnie doświadczenie w branży, osoba ogarnięta, prawdziwy geniusz sprzedaży. Zatrudnili go, najwyżej opłacanego pracownika w firmie. No i zaczął się FuckUp!
Zarządzanie i cele – wyszło na to, że było zbyt mało konsekwencji i egzekucji działań. Po 3 miesiącach zamiast wyników nadal były tylko pobożne życzenia o super sprzedaży. Lekceważenie sygnałów – to kolejny przyczynek pojawiających się wątpliwości i rozpoczęte rozmowy naprawcze. Decyzja i działanie – minął rok, biznes nie szedł, postanowili zmienić formę współpracy, a dyrektorowi podziękowali za współpracę – i tu porażka gigant, bo zapomniał dać mu wypowiedzenie. A jaka była reakcja i finał? Otóż taka, że pan dyrektor nagle zachorował, a Jasiek otrzymał pocztą jego bardzo długie L4, a potem i pozew. Jakby było mało FuckUpu, no! Odbył różnorakie wycieczki po Urzędach Pracy – stracił dużo czasu, wszelkie sprawy jednak wygrał. Cała ta przygoda nauczyła go, że cele trzeba zapisywać, ludziom ufać, ale być ostrożnym jeśli chodzi o swój biznes, ale przede wszystkim wręczyć wypowiedzenie gdy się kogoś zwalnia. I jak to słusznie ujął, w momencie gdy zwalnia kogoś to: szczerość, empatia i współczucie owszem TAK; terapia stanowcze NIE.
Mogłabym tak pisać i pisać, jednakże uważam, że kto jeszcze nie był na spotkaniach FUN Trójmiasto, to powinien koniecznie do nas zajrzeć. A najbliższa i jakże wyjątkowa odsłona porażkowych spotkań już wkrótce, podczas „INNO3city – Arena Liderów” IV międzynarodowa konferencja dedykowana rozwojowi innowacyjności, 29 maja 2015 r. Hipodrom Sopot.
fot. Marcin Huta
autor: PonadWymiar



Leave a comment