PECH 13stego? O NIE, NIE …NIC Z TEGO !

13sty nie zawsze musi oznaczać pechowy czy bezplanowany. Przekonuję się o tym coraz częściej. I nie żebym była jakaś bardzo przesądna, ale kiedy już ten 13 dzień w miesiącu nadchodzi, jakoś tam z tyłu głowy on ciągle jest, przypomina o sobie.  Ostatnimi czasy mam wiele zajęć, więcej niż dotychczas i jakże byłam miło zdziwiona gdy w kalendarzu pod datą 13.06 zobaczyłam puste miejsce – NO PLAN! Pomyślałam no tak, 13sty, jak nie pechowy to bez`planowy – ehhh.
Rzuciłam zatem hasło “ktoś, coś?” na fejsie i kilka propozycji wyjścia pojawiło się w niedługim czasie. Trzeba było wybrać. No i wybrałam, spotkanie po latach z pewnym zagorzałym rowerzystą, moim byłym gościem hostelowym, Krisem. Ustawka w Sopocie, na piwo lub dwa, no może w porywach do trzech.
plazaSpotkaliśmy się na plaży, rozsiedliśmy na tarasie i wspominaliśmy czasy hostelowe. Co jakiś czas jednak, te wspomnienia przerywane były gromkimi okrzykami z wnętrza pubu – ktoś oglądał mecz. Miło, sympatycznie, gdy wtem krzykacze z wnętrza rozsiedli się obok. A jako, że lubię piłkę nożną, nie omieszkałam nie zapytać o wynik meczu. Skąd mogłam przypuszczać, że jedno pytanie może zmienić plan wieczoru i okazać się początkiem szalonego wyjścia.

plaza1

Długo mogłabym o tym co działo się na plaży, jednak przejdę do sedna.
Jako były organizator brytyjskich wieczorów kawalerskich starałam się ułatwić zaplanowanie wieczoru chłopakom, instruując gdzie można potańczyć, gdzie pójść “popatrzeć”, gdzie napić się taniej itp. itd. Skończyło się na byciu przewodnikiem – i tu bardzo przydał się mój WZROST, bo nieważne jak zatłoczony może być Sopot, a uczestnicy wycieczki mogą mieć rozbiegany wzrok – jeśli masz ponad 190 cm zawsze jest szansa 90 do 100, że podreptają za Tobą.  Clubbing nie trwał długo, bo chłopcy byli imprezowo-poimprezowi, ale było bardzo sympatycznie…a do Wine & Coffee Dziupla,  jeszcze mam wstęp 😉 Tu kieruję WIELKIE DZIĘKI do Artiego, i choć tej cytrynówki obiecanej nie skosztowaliśmy, to i tak trunki były zacne.
plaza2

Impra trwa, Sopot żyje, kawalerowie się zagubili i nie odnaleźli, zmiany miejscówek, aż nadszedł czas na wizytę w “moim” miejscu czyli w CZARNEJ WOŁDZE! A tam kolejne kawalerskie i kolejny meeting po latach! Spodziewałam się tam znajomych, ale nie norwesko-mazurskiego gościa, pana młodego – pozdro Baner 🙂 Znajomi dochodzili, odchodzili, istny młyn! A po Wołdze, Spatif, a jak!
I reasumując tę noc stwierdzam, że 13sty, który wydawał mi się być dniem bez planu, z wizją nudnego pechowego dnia, zamienił się w bardzo przyjemny wieczór z masą spotkań, jak i “spotkań po latach” …oraz wyzwań. Wyzwań pod tytułem: mogę robić za nocnego klubowego przewodnika, za znak sygnalizacyjny, GPS, punkt rozpoznawczy, informację nie tylko turystyczną, słowem, ani ja się nie zgubię, ani imprezowa wycieczka !
Lubię takie wieczory #nawysokimpoziomie !

 ps. post dedykowany dla Pana Młodego – Pawła 😉 tak jak obiecałam 🙂

Leave a comment