Ostatni FuckUpNights to było coś! Kto nie był, niech żałuje – SERIO, SERIO !
Super prelegenci, tłumy na sali, świetne miejsce, niebanalne historie, moje pseudo fakapy jako support i ta pyszna czekolada w międzyczasie, która uratowała mnie przed omdleniem – dzięki Jarku za ten prowiant !

Pierwszym prelegentem miał być Maciej Piwko vel Poliwko. Tak, tak, wiem przekręciłam nazwisko z dobre trzy razy, ale przynajmniej było dużo śmiechu wśród słuchaczy. Maciej czyli Everytap. Ten kto nie wie co to takiego niech szybko skonsultuje się z wujkiem Google, ot co!
Kolejnym gościem był Arkadiusz Hronowski. Kto nie zna niech też równie szybko biegnie na konsultacje do Wuja G. A jak zna, to jego chwała. Właściciel Spatifu, B90 a za chwilę kolejnego dziecka czyli Browaru. Ciśnie się na usta, że to człowiek orkiestra, ale nie, nie to zamiatacz nad zamiatacze! Na pytanie “czym się zajmujesz” odpowiada “pije wódkę i jeszcze mi za to płacą”. I wiecie co, no kurcze, coś w tym jest. Arka wystąpienie było nad wyraz energetyzujące. Opowiadał nam o portalu Soundrive, o tym jak portal rodził się w bólach, jak żona była na niego zła i jak wiele musiał nauczyć się o biznesie, ale i o ludziach. Dało mu to na tyle pozytywnego kopa, że jego obecna trójka dzieci (biznesików) to najlepszy przykład udanych porażek. Chociaż usłyszeliśmy extra bonusa, czyli krótką historie o budce z hamburgerami zwaną Seszele, a mieszczącą się w najmniej atrakcyjnym miejscu Świnoujścia – a w tej budce, czy obok, a może pod 😉 – już nie pamiętam – nowo poznani amerykanie, i pełny lans w stylu DISCO, TAXI I OKSYKORT! I wybaczcie, że nie tłumaczę, to będzie info dla byłych obecnych. Wniosek Arka jest jednak taki: ważna jest kasa, bo jak jest kasa to jest generalnie fajnie!
Kolejny gość, który zawojował scenę to Michał Azarewicz. Nałogowy palacz, kawosz i piwosz, a do tego niedzielny konsolowiec. Zwany Morel vel Melon. Michał pracuje gdzieś tam, gdzie nazwy firmy wyjawić nie mogę. Robi coś tam, czego też niestety za bardzo opisać mi nie jest tu dane. Miał jakiś, tam fakap, o którym rozpisywać się nie powinnam. Wiecie, podpisał cyrograf z wielkim cyber korpo-tatą. Tyle co mogę to wspomnieć wam o tym, że miał zrobić pewien kosmiczny film. Film był na tyle kosmiczny, że kosmicznym stała się jego realizacja. Skoro zatem wszystko było takie kosmo, wiadomym było, że tym bardziej chciało zrealizować się ten plan. Udało się, choć po drodze był …. co? fakap oczywiście. A okazał się nim, nie sam projekt, nie zespół, lecz pewien partner projektu. I wniosek, który Michał nam przekazał to taki, że niezależnie od tego jak kosmiczny, dziwaczny, nieprzewidywalny czy wręcz nierealny projekt masz do zrobienia, pamiętaj o dwóch rzeczach:
1. pilnuj na bieżąco, tego co załatwiają inni ludzie, zwłaszcza spoza zespołu !
2. i pilnuj też zespołu

Ostatnim na scenie był Mateusz Kusznierewicz.
To co było fajne i jakże oryginalne to jego stwierdzenie na samym początku: “chciałbym pogratulować organizatorom idei spotkań FuckUpNights, a przy okazji podziękować, bo wiecie co? wreszcie mogę się wygadać!”
I tak też było, wygadał się, a nam jak skończył wciąż było mało. Historie były dwie, a w sumie to trzy, lecz wspomnę o tej z Sydney w 2000 roku. Mateusz pojechał na Olimpiadę jako aktualny Mistrz Europy, Mistrz Świata i Mistrz Olimpijski. Zanim jednak ruszył do pięknej Australii, na pół roku przed wyjazdem usiadł i pomyślał sobie “jestem w tak dobrej formie, ale moi rywale pewnie nie szczędzą na przygotowaniach, więc muszę trenować więcej”. I jak pomyślał tak zrobił. Niestety się przetrenował, bo zamiast 7 godzin treningu dziennie, było to 10, a niekiedy i więcej, co spowodowało, że sił zabrakło w tym najbardziej potrzebnym momencie czyli na australijskich wodach. Zajął 4 miejsce. Zabrakło 1 punktu, przez co wylał morze łez w marine olimpijskiej. Wrócił do Polski i jeszcze kilka miesięcy miał `doła`. Przygoda ta jednak dała mu coś więcej niż tylko łzy.
Najciekawsze bowiem jest to, że kiedy ktoś pyta go o najwspanialsze sportowe wspomnienia z zawodów, on odpowiada: Sydney 2000 ! A dlaczego? chociażby dlatego, że było to nie lada doświadczeniem, które nauczyło go, nazwijmy to, pokory. A, że jest miłośnikiem doświadczeń, to nie powinno nas dziwić.
Ja osobiście czekam na wizytę Mateusza w Sworach na moim spływie “Niesfornych w Sworach”, z nadzieją, że może zamieni jednostkę pływającą na jednostkunię czyt. kajak 😉
Kolejny FuckUpNights już 18ego listopada!!!
Przybywajcie, chociażby dlatego, że recenzji z niego nie będzie 😉
fot. WeLOVEphoto

Leave a comment