Taksówką do Mordoru? A jednak w Wawie to możliwe !

Dzisiejszy post będzie pozytywnym postem, bo inny po prostu być nie może.
Będzie o pewnej taksówce ze stolicy i o jej kierowcy. I nie żebym robiła reklamę korporacji taksówkarskiej,  bo złamanego grosza ani darmowego kursu za tę wzmiankę nie dostałam, ale chciałabym by wysokim w Warszawie jeździło się lepiej i w pozytywnej atmosferze, więc polecam, a co mi tam!

Warszawa, delegacja, szybkie śniadanie, i równie szybki check-out na recepcji, gdzieś tam w locie złapane bagaże i pędem do taxi, bo przecież już czeka. Wychodząc z hotelu od razu zwróciłam uwagę, że stoi duuuuża bryka i pierwsza myśl to oczywiście ta, że będę miała miejsce na nogi – wiadomo. Podeszłam do taksówki, kierowca wysiadł by pomóc mi z moją walizunią i w tym momencie kilkusekundowa konsternacja,  a następnie oboje z entuzjazmem wykrzyknęliśmy coś w stylu “ooooo”! A skąd to “ooo” i o co właściwie “cho” ?! Ano o to, że  kierowca Krzysztof przywitał mnie mówiąc, że może wreszcie porozmawiać na wysokim poziomie. Uwierzycie? Jakbym słyszała samą siebie, bo przecież #nawysokimpoziomie to mój tekst. Gdy chciałam wsiąść do taksówki, spojrzałam tylko, że za siedzeniem kierowcy to raczej marne szanse, że się zmieszczę.Dlatego też, moja mniejsza koleżanka z uśmiechem na ustach zajęła tę miejscówkę. No cóż  przy swoim wzroście 196 cm, pan kierowca nie dziwota, że fotel miał na maxa odsunięty. Ruszyliśmy. Kurs do mordoru, gdzie rozsądni ludzie wyjeżdżają do pracy minimum z 1 godzinnym wyprzedzeniem. My jednak nie do końca świadome, zamówiłyśmy taksówkę na 30 minut przed planowanym dotarciem do firmy.  Byłam przekonana, że się spóźnimy. Jakże się  myliłam, i w  jakże pozytywnym szoku byłam, że dojechałyśmy przed czasem. Śmigając między autami, które nie wiedzieć czemu stały w korkach. Bo zaręczam Wam, że z Krisem – Mistrzem Kierownicy spokojnie zdążycie do pracy, zamawiając taryfę na ostatnią chwilę.
Ważne jest nie tylko to, że dojechałyśmy komfortowo i ekspresowo, ale czułyśmy się prawie jak dziewczyny J. Bonda. Bo w środku jak w Bondowskim bolidzie, monitory, monitorki, kabelki, ekraniki, przewodziki …ajajajj! A do tego sympatyczna rozmowa okraszona masą uśmiechu i śmiechu. Życzę wszystkim, a zwłaszcza moim wysokim znajomym z KW, by zamawiając taxi, trafili na Krzysztofa! On już skrót naszego Klubu zna, więc jak podjedzie po Was wysoki Pan z poniższego zdjęcia to macie gwarantowaną najsympatyczniejszą i bezpieczną jazdę ever!
Nie pamiętam kiedy tak miło rozpoczęłam dzień, dziękuję Panie Krzysztofie 🙂 
A będąc następnym razem w Warszawie, i znając moje szczęście coś czuję, że się jeszcze przejedziemy do lub z Mordoru. I mam nadzieję usłyszeć wtedy, jak ten Pana Blog się nazywa. Niech pisze go Pan czym prędzej, i to nie tylko o ojcostwie, ale o tym jak to jest być Bondem na warszawskich drogach !

Drodzy czytelnicy, znajomi, przypadkowi odwiedzacze tegoż bloga, jeśli TAXI w Wawie to tylko  korpo: SAWA

Jpeg

Leave a comment