Kochani, poluzowaliście sobie, oj poluzowaliście….ale pandemia się nie skończyła.
Nie wierzcie w banialuki pseudo rządu.
Nie myślcie, że to tylko wymysł.
Nie korzystajcie z życia na 100%, ale na 50%….chociaż jeszcze chwilę.
Wy możecie mieć pandemie w d*!@#, ale Ci którzy są wokół Was, może niekoniecznie!
Ok, zróbcie wypad na weekend za miasto, ale na Boga, nie do knajpy, gdzie siedzicie jeden na drugim!!! Przykład: w ubiegły weekend, ponownie wracając do miasta – z odizolowanego na wsi weekendu – z przerażeniem patrzyłam na przydrożne knajpy,
a przy nich zatłoczone parkingi, bawiące się na placach zabaw dzieci i radośnie siedzących tłumnie ludziach w ogródkach. Na odcinku 45 km, takich knajp było trzy. Na każdym z parkingów – nie przesadzam – z lekko 40 aut. Przy stolikach tłumnie siedzone, ale i tłumnie stane w kolejkach. Serio?? Gdzie dystans? Gdzie rozsądek? Czy faktycznie chcemy za kilka tygodni, znów głosić jakże znane nam powiedzenie, że Polak mądry po szkodzie???!!!
Nie wiem czy kojarzycie taką osobę jak dr Paweł Grzesiowski. Pomyślicie zapewne, jakiś tam kolejny lekarz. I tak, to kolejny jakiś tam lekarz, ale też bardzo światła osoba, która zdecydowanie bardziej orientuje się w kwestii tego z czym się mierzymy. I co ważne otwarcie mówi jak jest!
Poniżej podam Wam kilka przykładów z różnych przeprowadzonych z nim wywiadów.
Na pytanie:
Z Ministerstwa Zdrowia płyną sprzeczne komunikaty: raz mówi nam się, że jesteśmy przed szczytem zachorowań, innym razem, że wygaszamy pandemię. To w ministerstwie nie wiedzą, na jakim etapie tej walki jesteśmy?
Pan Doktor odpowiada:
„[…] Nie chciałbym zajmować się komentowaniem tego, co władza wie lub czego nie wie, bo komunikuje nam to w sposób ograniczony. Wołałbym jednak interpretować to w ten sposób, że w marcu zachowaliśmy się, jak na ringu bokserskim, na którym naprzeciwko nas stanął nieznany bokser. Zrobiliśmy głęboki unik, przez to ilość ciosów, które otrzymaliśmy, była bardzo mała. Władze właściwie wszystkich krajów na świecie poza nielicznymi wyjątkami zachowały się podobnie: miały do czynienia z nieznanym zagrożeniem, więc ogłosiły „lockdown” i przyglądały się, co się dzieje. Uważam, że to była decyzja słuszna, zwłaszcza że nie znaliśmy wroga. […] I tak się stało w wielu krajach, im głębszy był ten „lockdown”, tym mniej osób wirus zaraził. I dziś jesteśmy w takiej sytuacji w Polsce: mamy zakażeń dużo mniej niż kraje sąsiednie, co odbyło się kosztem wygaszenia gospodarki, a teraz przyszedł czas na drugą rundę w tym ringu bokserskim. Wiemy już znacznie więcej, zrozumieliśmy, jakiego mamy przeciwnika, wiemy, jak się przed nim bronić, wiemy, jak go zaatakować, ale brak nam jeszcze skutecznych leków i szczepionki. „
Na pytanie: Decyzją rządu, wracamy na stadiony, wracają wesela do 150 osób, otwarto już restauracje, kina. Czy nie za szybko?
Pan Doktor odpowiada:
No właśnie, to budzi największe obawy, że przedwcześnie, mając sytuacje epidemiczną niewiele różniącą się od tej z marca uruchamiamy wszystkie drogi rozprzestrzeniania się wirusa, których jeszcze dwa miesiące temu bardzo się baliśmy. Już dziś wiemy, że wirus przenosi się głównie drogą kropelkową między ludźmi podczas bliskiego kontaktu z odległości poniżej 2 metrów. To nie jest tak, że wirus od chorego na Tarchominie przeleci przez Wisłę i zaatakuje kogoś na Mokotowie – to tak nie działa. Wirus przenosi się w bezpośrednich kontaktach międzyludzkich: trzeba być razem w autobusie, mieszkaniu, biurze czy zakładzie pracy co najmniej kilkanaście minut. Teraz świadomie uruchamiamy dla wirusa bardzo sprzyjające okoliczności – proszę sobie wyobrazić: na takie wesela czy stadiony przyjadą ludzie z całej Polski, są w różnym wieku i będą obcować ze sobą przez kilka albo kilkanaście godzin, będąc bardzo blisko siebie. To na pewno bardzo ryzykowane działanie, obliczone na to, że wirusa w Polsce nie ma, a to fałszywe założenie. Wirus w Polsce jest, będzie cały czas aktywny, a im więcej sposobności spotykania się wielu ludzi bez zabezpieczeń z różnych stron kraju, tym większe zagrożenie szerzenia się epidemii.
cd. …
To skąd takie decyzje rządzących, jak Pan myśli? Chodzi wyłącznie o gospodarkę?
Nie, nie sądzę, aby organizacja wesel czy rozgrywek sportowych miała ogromny wpływ na gospodarkę. Myślę, że to typowe podejście współczesnych elit władzy, że kryzysy trzeba rozwiązywać szybko, bo traci się popularność, więc trzeba dać ludziom igrzyska, w rozumieniu dania przyjemności.
Po co ?
Żeby lepiej psychicznie funkcjonowali. Zresztą, nie mam bladego pojęcia, jakie są prawdziwe powody tego, że pozwalamy pójść gromadzić się ludziom w kościołach, na imprezach czy na stadionach. Umówmy się, żadna gospodarka nie ruszyła do przodu tylko dlatego, że ludzie kibicują na stadionach, że oglądają mecze z trybun. Oczywiście na stadionach obowiązują pewne obostrzenia, które mają dawać pozory bezpieczeństwa, ale, moim zdaniem, to działania czysto propagandowe. Pozwolenie na wesela czy mecze przy pełnych trybunach sprzyja szerzeniu się epidemii i nie jest podyktowane względami medycznymi ani naukowymi.
–—
I CHYBA NIE MUSZĘ JUŻ NIC OD SIEBIE DODAWAĆ?! PRAWDA?
No może tylko tyle, że wszystko zależy od tego, jak będziemy się zachowywać wiedząc, że wirus przenosi się głównie drogą kropelkową. Bo jeśli o tym zapomnimy i będziemy się zachowywać tak, jakby go nie było, to dojdzie do katastrofy, jak przed trzema miesiącami we Włoszech, Hiszpanii czy we Francji.
Nie panikuję = myślę racjonalnie. Was też o to proszę!
Po prostu Polaku ogarnij się! Bądź chociaż raz mądrzejszy PRZED szkodą!
Foteczka dla uspokojenia ciśnienia 😉

Leave a comment