Planowanie … moją mini pasją

Planowanie, zwłaszcza podróży, to coś, co niejednej osobie spędza sen z powiek. Ja jednak przebieram rączkami i nóżkami na samą myśl, że będę mogła po`obkładać się mapami i zrobić nową tabelkę.

Wiele osób dziwi się, że mój kalendarz jest zaplanowany na rok z góry!
No cóż, u mnie to akurat klasyk! Może dlatego, że to też wyznacznik mojej służbowej części życia, w której jedynie 1/3 roku spędzam za biurkiem.
Inaczej bym zwariowała, to pewne!
I byłabym wobec siebie bardzo niesprawiedliwa gdybym nie napisała, że to też moja umiejętność organizacyjna. W końcu mieszkanie na 2 domy, jak i w trasie zobowiązuje, więc trochę tym ogarniackim lukierkiem polewam sobie swój torcik, bo przecież najzwyczajniej tym faktom nie zaprzeczę 🙂 No lubię PLANOWAĆ!

Małe wspomnienie -> pamiętam, jak jeszcze z 2-3 lata temu moi najbliżsi przyjaciele (ściskam Was Anetko i Robciu!) dziwili się, że rzucam im terminami wspólnych wyjazdów na 6 miesięcy w przód. Teraz ten stan rzeczy wygląda nieco inaczej. Mamy swój wspólny googlowy kalendarz, i to oni coraz częściej wrzucają propozycje tripów “przed czasem”. To niesamowite jak dzięki m.in. temu,
w krótkim czasie potrafimy się dogadać, a co najważniejsze motywować
do różnych aktywności. Na całe szczęście wybór co ciekawszych miejscówek
do odwiedzenia i zaplanowanie trasy zostawiają mi … ale z wyborem campingów to już decydujemy wspólnie 😉

Co zatem jest ważne przy planowaniu ?
-> przede wszystkim wolne!!!!!! (a tego nieustannie brak)

no i jeszcze kilka prostych spraw:
– cudownego (elastycznego w wyborach) dream teamu,
– wspólnego kalendarza, gdzie wszyscy mają możliwość wyrażenia swoich życzeń wyjazdowych,
– sporo zwykłych papierowych map (bo jednak fajnie jest pojeździć tym palcem
po mapie, a nie wyłącznie kursorem po ekranie), a jak już pojeżdżę paluchem po papierze, to przesiadam się na googlową, wiadomo!
– określenia wybranego celu, gdzie dodatkowo przydać mogą się też klasyczne książkowe przewodniki – ja mam taki jeden ulubiony, pewnego fajnego jegomościa z W szczytowej Formie (ale o tym będzie odrębny wpis, pozdrawiam ciepło Tomku!)
– ponegocjować ceny z campami,
– wrzucić tripa do apki Polarsteps (dzięki W4Wilki, Gosiu za jej polecajkę)
– potem .. posprzedawać kilka rzeczy na pewnej platformie na V, co by extra hajs na paliwo i nie tylko było
– no i spakować się (co czasem bywa wyzwaniem! Ohhh, jakże chętnie napiszę
o tym odrębny pościk!)

Leave a comment