Z kciukiem w górze do dachu nad głową – podróże, które zmieniły wszystko!

Solo, ale nie samotnie!

Zaczęło się dawno temu. Plecak większy ode mnie, namiot przytargany na plecach, autostop i zero planu. Kiedyś myślałam, że to właśnie jest kwintesencja wolności. I była! Nic nie dawało takiego kopa jak niepewność, gdzie się trafi na noc, kogo się spotka po drodze i jaką historię przywiezie się do domu.

Autostop nauczył mnie cierpliwości (choć czasem jej brakowało, zwłaszcza w deszczu), dał mi masę niespodziewanych przygód i wspaniałych znajomości. Ludzi, którzy wozili mnie po całej Europie, którzy częstowali kanapką, herbatą, opowieściami z innego świata. Spotykałam aniołów – dosłownie i w przenośni! Były dni, kiedy kierowca zawiózł mnie nie tylko do celu, ale też zaprosił na obiad, nocleg, pokazał swoje miasto. Wierzę, że autostop to najlepsza szkoła życia, uczy pokory, odwagi i zaufania do ludzi.

Ale plecak ciężki, a lata lecą… 😉

Od namiotu do dachu, od dachu do kół

Z plecaka przesiadłam się do przyczepy. To był sezon luksusu! Wreszcie mogłam zabrać więcej niż dwie pary skarpet i nie martwić się, że każda noc to loteria: czy będę spać na miękkim, czy może na kamieniu, który perfidnie czeka na moje biodro. Woda pod ręką, kuchnia, schronienie przed deszczem – życie jak w Madrycie! Tylko że… przyczepa to zobowiązanie. Ciągnięcie jej, kombinowanie, gdzie nią wjechać, gdzie ją postawić…

No i wtedy pojawił się on – namiot dachowy. Mój game-changer!

Nagle świat stał się moim podwórkiem. Zatrzymuję auto, rozkładam namiot
i voila – moje królestwo gotowe! Nie muszę szukać płaskiego terenu, nie martwię się, że w nocy jakiś ciekawski jeż postanowi zamieszkać ze mną.
A do tego ten widok z góry, ten komfort, ta wolność! Przemierzyłam w ten sposób niejedną trasę i wciąż uważam, że to świetne rozwiązanie.

Ale wiecie, człowiek ciekawski…

default

Kamper – ostateczna forma ewolucji?

Przede mną kolejny raz z kamperem. Wygoda jest świetna i czasem fajnie trochę zmienić sposób podróżowania, ale namiot dachowy wciąż pozostaje moim priorytetem. Kamper to na razie taki tymczasowy luksus – jak wycieczka all-inclusive na Kanary 😉 Jak długo potrwa ten stan? Czy to koniec mojego minimalistycznego stylu podróżowania? Czy to moment, w którym porzucam swoją duszę nomady? A może wręcz przeciwnie – to po prostu kolejny etap? Nie wiem, ale jedno jest pewne: będzie się działo!

Chociaż… może kiedyś zrezygnowałabym z namiotu dachowego, ale chyba tylko wtedy, gdy znajdzie się ktoś, kto odważy się wskoczyć na prawy fotel
i ruszyć ze mną w daleeeeeką  trasę. Mówią, że takich śmiałków nie ma,
ale kto wie, droga potrafi zaskakiwać. 😉

Leave a comment