Parę dni temu umieściłam tu moje krótkie rozważanie na temat telewizji, a dokładnie zajawkę tegoż posta. Posta o tym, jak postrzegam ją od tzw. kuchni. Skupiłam się wtedy po krótce na prezenterach i o nich też kilka słów tu znów przytoczę. No ale, jak to z tą telewizją faktycznie jest?
Na pewno inaczej niż nam się wydaje. Prezenterzy nie są tacy wysocy, harmonogram nie zawsze jest przygotowany na tip top, a studia wcale nie są takie duże. Wszystko to, to jedno, w dużej mierze optyczne złudzenie.
Miałam przyjemność być kiedyś w programie ZAŁÓŻ SIĘ. Tak tak wiem co teraz sobie pomyślicie. No ale byłam i promowaliśmy nasz Klub Przygody, zatem nie byłam jedną z tych co to rywalizują w studiu, lecz wraz z drużyną jako nazwijmy to – gość specjalny. Prowadzącym był wówczas Stefen Moller, gośćmi zaś Kayah, Ani Mru Mru, Joanna Koroniewska i Afric Simone. Tylko Meller był wysoki 🙂 Reszta z tego grona była dużo niższa, ale za to sympatyczniejsza niż Moller (coś za coś!, no a chłopaki z “THE MRU MRU” podbili moje serce). Wracając jednak do sedna, muszę nadmienić jakże rażące “błędy” telewizji! Moller kompletnie nie przygotował się z zakresu wiedzy o swoich gościach specjalnych czyt. naszej drużyny. Muszę nadmienić, że nasza osada na potrzeby programu była ekipą zawodniczek z różnych sekcji, a co za tym idzie i miast, a na wizji wyszło, że jesteśmy z Malborka. Potem zrobiono ze mnie Gosię. A na koniec zapomniano zadać nam kilka wcześniej przygotowanych pytań, bo pan Afric odpicował jakąś żenadę w kajaku, a mi pozostało się uśmiechać (z wżynającym się mikroportem w pasie), jako ta pani kapitan powtarzając ‘thank you, thank you very much’ … no bo cóż innego mi pozostało. A studio: na obrzeżach miasta, w jakimś pseudo opuszczonym hangarze, bez zaplecza typu poczekalnia, w dodatku zimne i z chwiejącymi się schodami na STAGE, gdzie wszystkie prawie wywinęłyśmy orła.
Tu link –> do obejrzenia i z pewnością pośmiania się:)
Znacznie lepiej było na wizji w KAWA CZY HERBATA, choć tutaj zgrozą okazała się zbyt wczesna godzina nagrania! 6 rano LIVE! kto ogląda telewizję o tej porze? chyba tylko niedobitki imprezowe, leczące pierwsze objawy symptomów zeszłej nocy. No ale dumnie wystąpiliśmy z grupką znajomych, tym razem jako przedstawiciele KLUBU WYSOKICH. Tu było o niebo lepiej jeśli chodzi o przygotowanie ze strony prowadzących. Było miło i sympatycznie, choć nieco chaotycznie dzięki biegającemu non stop pod naszymi nogami małemu pieskowi z piszczałką ‘świnką’. Tak, tak dobrze czytacie, piesek ze świnką. Do dziś nie wiemy o co chodziło z tym psem, ale ewidentnie powodował on rozkojarzenie nie tylko w naszej paczce, ale i ekipie realizacyjnej. Prezenterzy, zwłaszcza Radosław Brzózka ujął mnie swoim poczuciem humoru – a co chodzi ? zwróćcie uwagę na zdjęcie 🙂 A studio: jakieś takie małe, ciemne, momentami z psycho wystrojem (wszędzie sztuczne nogi!) i z pewnością nie przystosowane dla wysokich – w wejściu zaliczyłam framugę w drzwiach.

i filmik:
No i FAMILIADA! To był dopiero myk myk.
Karol zwany już przez nas Hamburger, jest tak mało śmieszny jak jego kawały. Przykro to stwierdzić, ale on ten program prowadzi chyba za karę. Widownia liczy może z 15 no max. 20 osób. W porównaniu do tego co widzimy na ekranie, to perspektywa taką złudną jest – studio małe! Garderoby – dobrze, że przebieraliśmy się partiami i na siedząco.
Ogólnie przeżycie bardzo pozytywne. Masa śmiechu gdy okazywało się na przykład, że pan kamerzysta musi odjechać z kamerą na sam koniec studia, bo nie mieściliśmy się w kadrze, a tu studia brak! albo gdy wystawały nam głowy z kącika muzycznego, bo parawan za niski. Było wesoło, tym bardziej, że udało się wygrać znaczną sumę pieniędzy:)
Może to powtórzymy, kto wie!
Były jeszcze różne inne programy, jak chociażby ROZMOWY W TOKU, gdzie to asystentka pani Drzyzgi, nie mogła pojąć, że nie wystąpię w roli użalającej się nad swoim wzrostem – ponadprzeciętnej. Z pewnością wycieczka do Krakowa byłaby fajna, ale nie kosztem nas wysokich: moich kolegów i koleżanek z KLUBU. Nie kosztem tego, że przedstawiłabym nas w świetle niezadowolonych z życia dryblasów. No nie! Nie mogłabym przecież ściemniać przed kamerą, nie mam bowiem tego w zwyczaju. Jestem przecież zadowolona ze swojego wzrostu. A gadki o tym, że mam problemy z kupnem obuwia, i że doszło do tego, że sama sobie szyje trzewiki uznaję za grubą przesadę. A tego zdaje się właśnie ode mnie oczekiwali. Z wycieczki do Krakowa wyszły wówczas nici.
Podsumowując te moje rozważanio-wspomnienia, stwierdzam, że wysokim osobom jest z pewnością nie tyle trudniej, co weselej odnaleźć się w telewizyjnym klimacie. Z pewnością jeszcze muszę obadać studio w TVNie. Czuję, że jest to bardziej realne niż mi samej się wydaje 😉
Drodzy czytelnicy jeśli mieliście okazję tam również być, piszcie. Jestem ciekawa, bardzo ciekawa Waszych odczuć 🙂

Leave a reply to Marta Cancel reply