FuckUp – zauważając tę nazwę przypadkowo gdzieś w necie, pomyślałam “WTF?!”
A jako, że dziwne nazwy nęcą, Social Media mnie kręcą, fejs jest w zasięgu, a nazwa zwiastowała coś Fuckciekawego, uznałam, że im prędzej należy to sprawdzić! No bo jakże ona frapująca, zastanawiająca, no taka zajebiście Fuck`tycznie wymowna: FuckUpNights .
Noooooo, patrzę i widzę, że to Trójmiasto w dodatku ! Klik i jestem ! Ciekawe, ciekawe i organizowane po raz pierwszy, siup kajet w rękę – ten wieczór mam akurat wolny – to trzeba iść. Jeszcze szybkie info do pewnej Matki Wariatki (klubowej Sis) i dziewczynki zapisane. A gdy już potwierdzenie mailem przyszło, dumna z siebie, że ponownie sprostałam wymogom formularzowo-zgłoszeniowo-rejestracyjnym, odetchnęłam i pomyślałam sobie, że to może być bardzo ciekawy wieczór.
fot. Sławomir Kiszkiel-Makiewicz
I tak oto dzień spotkania: wyjątkowo zajechałam na “styk”, a wiedząc, że moja Sis już w środku czeka i trzyma pufę, pewniakiem wkroczyłam do Atelier, przemknęłam przez “salę balową”, rejestrując, że “dziwnie tu cicho i swobodnie mogę przejść” i dołączyłam do grona już oczekujących gości. Dzielnie zajęłam pufę w drugim rzędzie, skutecznie zasłaniając widok znajdującym się za mną słuchaczom – jakby co to sorki, drodzy kanapowicze.
Pitu, pitu ze swoją ekipą, szybki check-in i słuchamy prelegentów, jak to Jarek Łojewski czyli ORG, określił “odważnych”.
Były wystąpienia, a było ich dokładnie 4.
Co w sumie dało nam łącznie 5 pań.
I były oklaski, bo wszystkie na nie zasłużyły, bez dwóch zdań!
Była kupa śmiechu, ale było też trochę powagi.
Były pytania i było piwo i kawę widziałam gdzieś z tyłu też.
I przerwa była, aby ochłonąć.
No i wygimnastykowani koledzy po fachu czyt. fotografowie, no i jedna pani fotograf też.
I nastrój był i flesze były…non stop.
I było git.
Największe wrażenie zrobiła na mnie Mykawka Izy Kielusiak. Sposób wprowadzenia nas w IZY świat niczym Kaszpirowski, spowodował u mnie efekt, którego dawno nie odczuwałam, tj. popłakałam się do łez. Genialny przekaz, mniej genialnego pomysłu na biznes – sama borykam się z kawowym biznesem, więc liczę, że po wskazówkach Izy, nie będzie to FuckUp! Szacun dla prelegentki – uważam, że powinna spróbować sił na większej niż ta w Atelier scena – jest potencjał, jest talent!
Kolejne dwa wystąpienia to świat korpo, świat, z którego uciekłam i nie wiem czy chciałabym wrócić. Dzięki dziewczynom Karinie Kurkus i Sylwi Grzelackiej, upewniłam się, że ten świat nie jest moim światem. Wyszło na to, że ze mną jest wszystko ok, że to ja prócz działania jeszcze myślałam w tej firmie. No bo w końcu lider może być jeden, projekt musi mieć konkretne założenia, budżet musi być spójny i potwierdzony, szef musi znaleźć dla ciebie czas, Ty musisz wiedzieć za co, po co, z kim i dla kogo pracujesz. Zatem dziewczyny potwierdziły wszystko to, o czym ja wiedziałam, lecz nigdy w mej korpo nie doznałam. Dzięki girls !
Po korpo wystąpiły Kalefixy czyli Ania Derda i Karolina Skrzypik mówiąc o tym jak z niczego można zrobić coś odlotowego. Kalesony, bo o nich mowa, okazują się być produktem wciąż poszukiwanym. Perypetie dziewczyn począwszy od pomysłu, poprzez tajniaczenie się w korpo, aż po znalezienie “rodzinnej” szwalni z ubocznym wręcz efektem “będzie pani zadowolona”, są dobrym materiałem na książkę – i dlatego nie omieszkałam wystosować dziewczynom pewnej propozycji, naturalnie PonadWymiarowej. …. choć przyznaję – nie wiem czy dzianina czy tkanina 😉
fot. Sebastian Mul / waveoflight.pl

fot. Agnieszka Potocka / Trojmiasto.pl
Wieczór zaliczam do udanych,
choć nie mogę nigdzie znaleźć zdjęcia z Jarkiem Łojewskim,
a widziałam, że pstryknęli nam takowe.
To były moje krótkie przemyślenia, a konkrety ze spotkania znajdziecie tutaj:
http://biznes.trojmiasto.pl/Ucz-sie-na-cudzych-bledach-FuckUp-Nights-juz-w-Trojmiescie-n88529.html

Leave a reply to Kreatyw.Pro | Noc porażek w Trójmieście Cancel reply