„Nuda mnie nudzi”
– to moje życiowe motto, hasło na każdy początek dnia, po prostu Basiowy tok myślenia!
Jeśli urlop – to łażenie po lesie byłoby zdecydowanie bardziej atrakcyjne, aniżeli leżenie przy basenie. I nawet gdyby miały to być Seszele, a przy tym basenie cała masa przystojnych ratowników, którzy podawaliby mi drinki z palemką, to może dałabym radę wytrzymać jak ta wakacyjna foka maksymalnie przez jeden dzień 😛
Bo nie oszukujmy się! Co daje leżenie i pachnienie, kiedy wokół tyle ciekawych miejsc do odwiedzenia, fotek do zrobienia, ludzi do poznania czyli jednym słowem aktywnego i ciekawego dnia spędzania.
No ale, nastała pandemia i w tym roku sobie ani nie po`podróżowałam, ani nawet nie po`pachniałam 😦
Jeśli praca – to aktywizm nad aktywizmy. Eventy, wyjazdy, pakowanie, rozpakowywanie, organizowanie, ciągłe się przemieszczanie, ludzie, gry, muzyka, ruch, no po prostu praco-pasja. A tu masz ci los, znów przylazła ta pandemia i kochany dział eventowy pierdut 😦
…gdy wtem ……

Sierpień, biegnę do Przełożonej, że mam świetny plan na promocję. Potok słów, a brzmiało to mniej więcej tak: no wiesz, wyjdźmy do ludzi, pójdźmy w teren, zróbmy taką grę terenową, pochowajmy nasze gadżety po mieście, w lesie, wszędzie!, zróbmy wydarzenie, może jakiś konkurs, podziałajmy w socialach, zróbmy live…itp. itd’, pełna entuzjamu wylewam swoje wizje, Szefowa słucha, gdy wtem słychać głos zza biurka obok i Ania mówi do mnie tak: ‘Basia, ale taka gra istnieje już dobre 20 lat i nazywa się GEOCACHING’
Zwizualizowaliście sobie właśnie moją minę, prawda?
No dała mi znać, że nic świetnego, nowego ani oryginalnego nie wymyśliłam, dzięki Ania, dzięki!
A tak serio, to naprawdę DZIĘKI, bo tym Twoim ‘banem’, zaczęła się moja GEO przygoda.
Zaczęłam szperać co to ten GEO coś tam, no ciekawe, ciekawe 🙂
W Wikipedii na przykład po krótce piszą tak: Geocaching – gra terenowa użytkowników odbiorników GPS, polegająca na poszukiwaniu tzw. skrytek uprzednio ukrytych przez innych uczestników zabawy. Ukrywane przeważnie w interesujących miejscach skrytki zawierają dziennik odwiedzin, do którego wpisują się kolejni znalazcy, a także drobne upominki na wymianę.
Poszperałam, poczytałam i założyłam konto. No super, ale co dalej? Jak się właściwie za to zabrać?! Yhmm… i wtem los chciał, że fejs sam przyszedł z pomocą!
Na stronie mojej dzielnicy zobaczyłam post o sprzątaniu pobliskiego lasu. Nie wiedzieć czemu skojarzyło mi się to od razu z eventami GEO, o których czytałam, że ludzie chodzą po lasach i je sprzątają. Skontaktowałam się z autorem wpisu, by już po tygodniu przybić z nim piątkę na parkingu i wspólnie z innymi keszerami posprzątać mój przydomowy las.
A gdy te śmieci zbierałam, to lawiną pytań wszystkich uczestników eventu zasypywałam, gdzie na każdą z odpowiedzi z coraz większym zdziwieniem reagowałam. Oczy robiły mi się jak 5zł, a uśmiech nie schodził z twarzy. Ta ogromna dawka informacji, mega ciepłe przyjęcie przez grupę oraz najcudowniejszy pies o słodkim imieniu Beza (który totalnie skradł moje serce) zaowocowało tym, że jeszcze bardziej zapałałam chęcią poznania bliżej tego tematu.

Od tamtego dnia minęły 4 miesiące.
Zajawka w 10000000% złapana.
Na moim koncie konta aż dwa 🙂
A wiedza każdego dnia szerzy się na maksa.
Bo musicie wiedzieć, że w tej całej zabawie nie chodzi tylko o znalezienie skrytki (czyt. kesza), wyciągnięcia fantów i zostawienia czegoś po sobie. Ta zabawa ma na celu zmobilizowanie siebie jak i swojego mózgu do pracy, ruchu, działania. Pozwala przy tym poznać bardzo ciekawych ludzi, a także miejsca, o których się nigdy nie słyszało, a tym bardziej nigdy byśmy ich nie odwiedzili. Daje masę radości, daje takiego totalnego kopa, wręcz rzekłabym, że czuję się jakbym zażyła kąpieli w wulkanie energii – no jest po prostu mega ciekawym życiowym wyzwaniem.
Bo np. nigdy w życiu nie pomyślałabym, jako humanistka, że będę zajarana rozwiązywaniem matematycznych zagadek! bo kesze to nie tylko współrzędne pod które trzeba się wybrać ;) I tak jak do matematyki zawsze było mi daleko, tak do zdobycia kesza jest mi bardzo blisko, to ostatnio przypomniałam sobie nawet co to całki 🙂 Umiem też wytyczyć azymut z pomocą wyłącznie leśnych narzędzi, przeciwstawiam się swoim lękom (i choć nadal nie lubię pająków, to już je toleruję), umiem złożyć się niczym origami gdy trzeba gdzieś wpełznąć i za każdym razem zastanawiam się czym kolejna skrytka mnie zaskoczy, jakimż to będzie wyzwaniem!

A ile śmiechu jest gdy mugole czyli zwykli mieszkańcy tego globu, nie mający pojęcia o geocachingu, patrzą na mnie gdy macam np. znak drogowy, bądź klękam i przyglądam się każdej kostce brukowej na parkingu czy zwyczajnie chodzę w kółko w promieniu 2 m i rozglądam się za nie wiadomo czym 🙂 Wiem, wyglądam jak debil, ale oni muszę przyznać, że jeszcze bardziej. Mugole odjeżdżają z wielką niewiadomą w głowie, ja zaś po chwili znajduję kesza…. i komu skaczą endorfiny, no komu ?! 🙂
Gdy zakładałam konto nawet nie myślałam, że będę zakładać własne skrytki. A tymczasem mam ich już 19!!! A kolejne w planie, bo czas pandemii to czas idealny na ich planowanie. Znajdowanie miejscówek, wymyślanie zagadek, a na deser logów znalazców czytanie 🙂

Co tu dużo mówić/pisać, fajne jest to keszowanie!
Dziękuję wszystkim keszerom, którzy tak ciepło przyjęli mnie do swojej GEO rodzinki.
Dziękuję moim kochanym mugolom, którzy już ze mną keszują, a część już mugolstwo ma za sobą. Tu wielkie buziaki dla Bobercikowego teamu ❤
Dziękuję też mojej Szefowej, że jednak mamy swoją grę terenową 😉
A nasz keszerski FTF powinien raczej brzmieć – FOREVER TOGETHER FUN 😉
…. i niech teraz sobie mugole wyguglują co to ten FTF 😉 i zapraszam Was do GEO zabawy.
Leave a comment